Do końca świata

Pozostały 4 miesiące i 26 dni (147 dni) 

14 stycznia tysiące młodych i trochę starszych wyszło na czterostopniowy mróz tylko po to aby przemierzać ulice miast i pomóc tym malutkim istotkom w szpitalach. Odkąd pamiętam zawsze rodzice, mówiąc potocznie, „dawali Owsiakowi”. I jedyne czego nie mogę im zarzucić, to to że nie nauczyli mnie co to pomoc. A Jurek Owsiak uczy, że w kupie siła. 
  Rok temu pierwszy raz w swoim życiu wzięłam puszkę i zarejestrowana jako wolontariusz ruszyłam w miasto. Padały wtedy grube płaty śniegu, panowała ujemna temperatura, a ja po tamtej niedzieli codziennie czekałam aż te wszystkie aukcje wreszcie się skończą, ci ludzie zliczą pieniądze i w mediach w końcu podadzą ile w tym roku udało się zebrać. 26 finał był moim drugim finałem i na pewno nie ostatnim. Pomoc Jurka Owsiaka daje szanse na zdrowie i życie ludziom, którzy stracili nadzieje szybciej niż stracił ją on. 
  Najlepsze jest uczucie towarzyszące wejściu do swojego sztabu. Mój co roku znajduje się w jednej z katowickich szkół. Kiedy idę z puszką, stawiam ją na stoliku przed panią i podpisuje się przy swoim nazwisku po kolei na czterech listach. Towarzyszą mi w tle dźwięki poruszanych monet i przesuwania plastikowych pudełek do których trafiają posegregowane monety i banknoty poszczególnych nominałów. Ta chwila trwa 4 minuty. 
Wejście, podpis, oddanie puszki, otrzymanie zupki i paczki ciastek, uśmiech pani za kontuarem i pogawędka z panem rozdającym pączki wolontariuszom. 
Te cztery minuty warte są zmarzniętego nosa. 
Warte są wszystkich pieniędzy na świecie. 
W ciągu tych czterech minut czuje się magię pomagania i siłę jaką daje współpraca.

P.S. Fotki z WOŚPu możecie zobaczyć na moim lub mojego psa ig - kklubworld i hklubworld ;) 

Komentarze